PREHISTORIA > KENOZOIK > Bocheniec 2005

Dzień Pierwszy > Dzień Drugi > Dzień Trzeci


PALEOZOIK
MEZOZOIK
KENOZOIK

Sobota. Poranek...


Powoli acz stanowczo dochodzimy do siebie...


Herbata jak się okazuje ma walory lecznicze...


Zwidy na jawie - Święty Zając Bocheniecki.


Szybko na śniadanko!


Zakupy zrobione...


...można coś zjeść.


Ogólnie rzecz ujmując - śniadanie.


...i mycie.


Dyrektor nigdy nie traci dobrego nastroju - nawet rano.


Kto odważny - idzie na spotkanie z Janem Zającem Chrzcicielem.


Jan Zając Chrzciciel odpoczywa.


Wszystko musi być uwiecznione...


Nawet quasiatrakcyjne demonstracje.


"Idę poszukam czegoś do zjedzenia."


"Może chociaż jakieś ziemniaki z wczoraj?"


Znalazła się nawet wczorajsza kiełbasa...


Słomka zauważył na niebie przelatującą wiertarkę, no i mamy zdjęcie...


Tymczasem w Wiernej pojawiła się syrena...





Ok...koniec śniadania - już południe.


Wracamy do ośrodka.


Pod bramą.


Większość załogi postanowiła zrobić sobie drzemkę w apartamencie.


...inni wybrali naturalne plenery.


Dyrektor jak zwykle musiał zarządzić ewakuację.


"Już się zbieramy Panie Kierowniku! Już, już..."


Tym razem kierunek Bolmin City.


Z formą róznie - ale liczy się zaangażowanie.


Kadra kierownicza spędzała ten czas w wybornej nadwodnej restauracji...


Po plażowaniu trzeba coś przekąsić. Ale tam już nogi same nas nie zaniosą...





I znowu znajome widoki...


Może tu zjemy? Hmm...


...nie, nie.... szukamy dalej...


No to może tu. Menu: piwo, piwo... Wygląda smacznie ale chyba naprawdę coś zjedzmy.


Taaak. Na restaurację Zamkowa zawsze można liczyć.


Spokojne oczekiwanie na jedzonko.



"Pamiętam jak w dziewięćdziesiątym trzecim jadłem..."


Zupa piwna najszybciej jest podawana więc czemu nie.


"To co? Wracamy?"


Leżakowanie w kambrze.


Kambr, sylur czy może ordowik?


Tymczasem nowy pluton mający zasilić zmęczone oddziały był już w okolicach...


Pod Czubatką B&BTeam zaopatrzył się w ciężki sprzęt i oddał się pod komendę Dyrekcji...




Generał Zając regenerował w tym czasie siły przed kolejnym natarciem...


...ale chwilę później brał już udział w regularnych ćwiczeniach terenowych.


Opracowywanie planu taktycznego...





Nie obeszło się bez przedbitewnej kolacji (made in konstar?)...


Borek zademonstrował działanie nowej broni taktycznej dalekiego zasięgu...


Którą Baltona...


jak i Michaś przetestowali.


Żeńska komisja (Edyta i Monika) zgodnie stwierdziła, że nowa broń jest odpowiedniej mocy.


Nadszedł wieczór więc należało przystąpić do szturmu...


A droga, którą należało przebyć daleka była i niebezpieczna...


...bo broń nabita i magazynki pełne...


Porucznik Borek zapuścił się na niebezpieczne tereny pryszniców w "hotelu".


Tak jak się spodziewaliśmy - od dawna drzemiące tu bestie trwały na posterunkach...


Powróciliśmy więc na główną linię frontu...


Na szczęście tego dnia atak wroga był dość powolny...


Było to bardziej badanie możliwości przeciwnika choć finał był nie do przewidzenia.


Nawet zwykle twardy jak skała Grzymas...


...poległ (?) (niestety to tylko przypadkowa fotka ale nigdy nie dowiemy się prawdy... :)



PREHISTORIA > KENOZOIK > Bocheniec 2005

Dzień Pierwszy > Dzień Drugi > Dzień Trzeci

 
 
(c) 2005 by Bloody Mikele alias Michaś